moje komentarze

  • 26.05.2012 02:10

    @2mek99

    Autostrady powstają, mniej więcej tak jak przez ostatnie kilkanaście lat całe osiedla i miasteczka w Hiszpanii. Wysłać ludzi na budowę, wylać beton, asfalt itd - nie sztuka. Pytanie tylko, ile to kosztuje, kto za to zapłaci i jaki konkretnie z tego pożytek.

    Na razie wygląda to tak:
    - autostrady miały być na Euro 2012, tak, żeby dało się dojechać od granicy do stadionu, a nie są. To sukces czy porażka?
    - system Viatoll, postawiony za ciężkie pieniądze, jak na razie jeszcze nie przynosi dochodu państwu, tylko "się spłaca". Za to kierowcy tirów nauczyli się omijać viatollowe drogi i rozjeżdżają drogi lokalne
    - wykonawcy autostrad uciekają z placu budowy, tak jak COVEC (radzę poczytać uważnie, co naprawdę wygoniło COVEC!) albo plajtują jak DSS, albo odmawiają przyjęcia odpowiedzialności za wykonanie elementów drogowych (jak AlpineBau - patrz most w Gorzyczkach), albo wykonują drogi w takiej technologii, że natychmiast wymagają remontu
    - skutkiem powyższego konkretny ciężar finansowy spada na podwykonawców - zrobili robotę, nie dostaną pieniędzy. Oni splajtują, a pieniądze za wykończoną kiedyś (miejmy nadzieję) autostradę będą płynąć do innych kieszeni. Mało tego, parę dni temu syndyk DSS wysłał pismo do podwykonawców, żeby oni wpłacili pieniądze na likwidację DSS, bo samo DSS nie ma nawet tyle, żeby było z czego przeprowadzić tę upadłość...
    - o aferze ze StalExportem i A4 między Krakowem a Katowicami i tajnymi zapisami umowy miłosiernie zamilczę
    - obiecywana od wielu lat obwodnica Gliwic okazała się pustymi słowami - od 1 czerwca trzeba będzie płacić za przejazd A4 wewnątrz aglomeracji. Innymi słowy: rozkopano Gliwice, pobudowano zjazdy, zabierając mnóstwo terenu, a Gliwice będą z tego miały g..., ciężarówki będą dalej jeździć przez środek miasta.
    - koszty budowy autostrad są u nas na terenie w większości nizinnym takie jak w innych krajach w ciężkim terenie górskim
    - planowane koszty opłat autostradowych dla użytkowników okazały się tak wysokie, że aż Unia Europejska musiała interweniować
    - budowa dróg bez porozumienia z samorządami, a często wbrew nim (przykład - A4 i Jaworzno albo S3/dawna 3 w okolicach Pyrzyc). To rodzi cały szereg problemów - blokowanie rozwoju sieci dróg lokalnych, przerzucanie kosztów utrzymania dróg na samorządy (przypadek starej "trójki") itd. Koniec końców będzie to wyglądać tak, że GDDKiA będzie "zachęcać" kierowców do korzystania ze ślicznej drogi ekspresowej czy autostrady, jednak kierowcy, zwłaszcza ciężarówek, przyciśnięci finansowo, będą rozjeżdżać drogi gminne.
    - zabranie środków z UE przeznaczonych na rozwój kolei i przesunięcie ich na drogi (jak to się skończyło, chyba nie muszę przypominać?)
    - zadłużanie kraju w gigantycznym tempie. Nie sztuka budować na kredyt, sztuka go potem spłacić.

    I tak dalej, i tak dalej. Przykłady można mnożyć, ale i tak widać, że budując autostrady spartolono niemal wszystko, co tylko się dało spartolić. Od 5 lat rządzi PO, które miało wystarczająco czasu, żeby wszystko zrobić porządnie, a nie zrobiło. Rzecz jasna, nie usprawiedliwiam tym ani PiS, ani wcześniejszych decydentów, tylko chcę zwrócić uwagę, że chwalenie się, ile to kilometrów zbudowano za czasów PO jako żywo przypomina mi odtrąbiane wielkie sukcesy budownictwa mieszkaniowego z czasów Gomułki (mieszkania takie, że klaustrofobii można dostać na samą myśl) i Gierka (sypiące się blokowiska z wielkiej płyty) albo niedawny boom budowlany w Hiszpanii (inwestycje dla samych inwestycji - efektem są puste dzielnice-duchy).
    SEAWOLF: Tuskopter, czyli przelotowość
  • 18.04.2012 14:18

    Uabstrakcyjnianie okrucieństwa!

    Ludobójstwo, masowe prześladowanie itp. dokonywane gdziekolwiek nie bierze się znikąd. Muszą istnieć psychopaci, lub ludzie o obniżonej wrażliwości moralnej, zdolni nim pokierować, bezmyślni "kapo", którzy go dokonają, musi istnieć propaganda, która jakoś te zbrodnie uzasadni, ale przede wszystkim muszą istnieć mocodawcy, którzy mają w tym jakiś interes.

    W tym przypadku mocodawcami Łambinowic po II wojnie światowej jest międzynarodowa komunistyczna szajka z siedzibą w Moskwie, do której należeli również komuniści, rządzący Polską do 1989 r. Rozważanie, czy miejscowy psychopata to Żyd, Polak, Rosjanin czy Ślązak, nie ma tu kluczowego znaczenia - istotne jest, kto jest mocodawcą.

    A jeśli zapyta Pan Ślązaków o Łambinowice, to ci, którzy jeszcze pamiętają tę historię (bo stracili tam najbliższych), to bez żadnych wątpliwości odpowiedzą Panu, że chodziło o prześladowanie właśnie Ślązaków, jako potencjalnego niezależnego czynnika na tych terenach. Ślązaków, którzy przyznawali się do polskości, przed wojną walczyli o polskość, ale niekoniecznie patrzyli na Sowietów jako na zbawicieli.

    Temu służyły nie tylko Łambinowice, ale także wywózki Ślązaków do ZSRR - to był temat tabu w czasach PRL. Liczbę osób wywiezionych szacuje się między 30 a 90 tysięcy!
    Zob. np. tu:
    http://ipn.gov.pl/portal/pl/394/967/
    ZBIGWIE: Obóz Nr 344 w Łambinowicach
  • 20.03.2012 19:11

    @nieklasyczny

    "Podstawą nauki języka i późniejszego jego stosowania jest wykucie i późniejsze automatyczne, bezmyślne stosowanie."

    Widzę, że na metodyce nauczania języka zna się Pan świetnie. Proponowana przez Pana metoda to nie nauczanie języka, tylko tresura. Mniej więcej tak się uczy metodą Callana, tylko że w ten sposób wytresowani debile nadają się jedynie do zastosowania w celach przewidzianych przez tresera. Callanowcy z zasady nie umieją zdać egzaminów, wymagających użycia inteligencji (obejmujących np. zrozumienie tekstu czytanego, pisanie wypracowań), ale do obsługi obcojęzycznych klientów w ściśle określonych sytuacjach nadają się świetnie. Tylko, że niedługo w tej funkcji zastąpią ich maszyny, potrafiące bezbłędnie "wykuć" nie jeden, ale kilkadziesiąt języków.

    A zanim następnym razem coś Pan napisze na temat metodyki nauczania języka, sugeruję zapoznać się z jakąś literaturą, np. książkami Jeremi'ego Harmera, bo inaczej znów wyjdzie Pan na (nie)klasycznego ignoranta.
    GRZEGORZ WSZOŁEK - GW1990: Głodówka w Krakowie, "historycy" milczą
  • 20.03.2012 13:58

    @nieklasyczny

    Nie wyobrażam sobie uczenia języka, w którym łacina leży u podstaw 60% słownictwa, bez odwoływania się do łaciny!

    W jaki sposób wytłumaczy Pan uczniom, dlaczego antonim od "readable" brzmi "unreadable", a od "legible" brzmi "illegible", jeśli nie wie Pan, że po łacinie "lego" znaczy czytać, a negatywne przedrostki do słów łacińskich to "in/ir/il/im-", w przeciwieństwie do "un-" pasującego do rdzeni germańskich?

    Albo jak wyjaśnić różnicę między "precede" a "proceed", jeśli nie wiem, co w łacinie znaczy przedrostek "pre", a co "pro"?

    Ewentualnie, dlaczego "post" znaczy zarówno "poczta", jak i "słup" oraz "posada"?

    Oczywiście - można wszystko wykuć na pamięć, tylko co to ma wspólnego z prawdziwą nauką?
    GRZEGORZ WSZOŁEK - GW1990: Głodówka w Krakowie, "historycy" milczą
  • 20.03.2012 13:46

    @majcin

    Jedno zdanie, a 11 błędów:
    "Jesli", "sporzeć", "ogrnaiczneie nauczanie", "osoób", "wybiora", "w ktorym (bez przecinka)", "większa", "dogrywają", "własnie", "maetmatyczno", "sa"

    Po tej wypowiedzi chyba nie trzeba już żadnego komentarza na temat ograniczania przedmiotów humanistycznych w szkole. Jak widać, entuzjaści nauk "maetmatyczno-przyrodniczych" godzą się na to, żeby być humanistycznymi debilami. Gratuluję!
    GRZEGORZ WSZOŁEK - GW1990: Głodówka w Krakowie, "historycy" milczą
  • 18.03.2012 01:48

    @Katolik

    "Jak przyznał O.Gabriel Amorth, główny egzorcysta Watykanu, powodem pedofilii w Kościele jest to, że Szatan rządzi w Watykanie"

    Zwłaszcza jest to powodem pedofilii i homoseksualizmu w kościele anglikańskim i protestanckich, w których nie dość, że Watykan nie ma nic do powiedzenia, to nawet nie ma celibatu. :(

    Panie pseudokatolik (a w rzeczywistości - lefebrysta), dokształć się Pan w tej kwestii, bo nie wszyscy są takimi ignorantami jak Pan. Zjawisko homoseksualizmu i pedofilii istnieje wszędzie i istniało zawsze. Istniało i kwitło nawet w tym wspaniałym średniowieczu, do którego Panu tęskno - proszę sobie poczytać stosowne dzieła doktorów Kościoła, na przykład Piotra Damiana. Zresztą, po co to piszę - zapewne jako wielbicielowi średniowiecza nie jest Panu obce dzieło "Liber Gomorrhianus" tegoż autora?
    STAROSTA MELSZTYŃSKI: Ks. Isakowicz-Zaleski ujawnia lobby homoseksualne w Kościele
  • 13.03.2012 13:42

    @bisnetus

    "Terlikowski, ktremu marzy się być polskim Goebelsem powiedział "Tusk, któremu marzy się być polskim Putinem ...".

    Funkcjonariuszu Bisnetus. Niestety pomyliliście Terlikowskiego z Terleckim. Dzisiaj nie będzie wypłaty.
    RYSZARD TERLECKI: Każdy reżim boi się ulicy
  • 06.03.2012 13:51

    Kilka refleksji

    1. Szczekociny znam, mam tam rodzinę, moja mama spędzała wojnę w tych okolicach. To, co mnie zdziwiło jeszcze w latach późno-70-tych, to że do Szczekocin nie da się dojechać koleją ze Śląska (chyba że drogą okrężną), że musieliśmy jechać PKSem. Nie bardzo rozumiałem przyczyny tego faktu - czemu na Śląsku pociągiem da się dojechać prawie wszędzie, a do Szczekocin nie. Dopiero po latach zrozumiałem, że Śląsk to niemiecka myśl cywilizacyjno-techniczna, z gęstą siecią kolei dojeżdżających praktycznie wszędzie, a Szczekociny to już inny świat cywilizacyjny, pogranicze Galicji i zaboru ruskiego.

    2. Szlaki kolejowe, jeśli dobrze się im przyjrzeć, odbijają w sobie historię Polski, zarówno najnowszą, jak i XIX-wieczną. Wypadek pod Szczekocinami zdarzył się na odcinku mostkującym PRL-owską CMK, łączącej Śląsk z Warszawą oraz stary szlak kolejowy z północy do Krakowa.

    3. Argument, że w II RP było ileś kilometrów szlaków kolejowych, a teraz jest ileś jest raczej nietrafiony. II RP to były duże obszary na wschód od Wisły i Bugu, na których sieć kolei jest bardzo rzadka. Po II wojnie światowej dostaliśmy w spadku po Niemcach świetnie rozwiniętą sieć kolejową, dzięki której możliwa była podróż z dowolnej dziury (powiedzmy, Olesno) do dowolnej innej dziury (powiedzmy, Karpacz). Obecnie filozofia kolejnictwa jest taka, że kolej ma obsługiwać główne szlaki, a o lokalne dojazdy niech się martwią miejscowi. Trudno więc porównywać zupełnie różne systemy kolejowe w II RP, w Niemczech, w PRL i obecnie.

    Ale byłby możliwy model - zresztą istniejący także przed II wojną światową, że "dojazdowe" końcówki linii, np. takie jak ta prowadząca do Karpacza, byłyby obsługiwane przez lokalne samorządy lub choćby prywatne koleje. Według mnie prywatyzacja kolei powinna przyjąć właśnie taki kształt: główne szlaki kolejowe (wraz z taborem) należą do struktury centralnej, natomiast z tymi głównymi szlakami w "centrach przesiadkowych" łączą się linie lokalne, które mogą być samorządowe lub prywatne. Potrzebna jest też jedna instytucja, która będzie pilnowała zgrania rozkładów jazdy oraz sprzedaży biletów (żeby nie było takich absurdów jak teraz, że każda spółka kolejowa ma własne bilety, własne kasy, a pasażer biega zdezorientowany po dworcach).

    A nieczynna obecnie linia kolejowa do Karpacza została zbudowana z inicjatywy prywatnej - PKP dostało ją z dobrodziejstwem inwentarza po II wojnie światowej, a kiedy linia przestała być atrakcyjna ekonomicznie, w PKP zabrakło pomysłu albo woli, żeby ją "uwolnić" i przekazać w prywatne ręce. Paradoksalnie, stacja w Karpaczu obecnie jest prywatna, ale tory - nie... Od 2000 r. pociągi nie jeżdżą już do Karpacza.
    SZCZURBIUROWY: Od Szczekocin do Szczekocin
  • 23.02.2012 14:22

    Liberalizm - tak

    Jeśli chodzi o emerytury, system "solidaryzmu" społecznego już umarł. Jest sztucznie podtrzymywany przy życiu przez pompowanie pieniędzy z budżetu, kredyty i inne finansowe machlojki, które mają tylko to na celu, żeby ukryć prosty fakt: ZUS zbankrutował. Nie ma w nim żadnych pieniędzy, drakońskie składki ściągane od pracujących nie starczają na pokrycie bieżących zobowiązań. Nie ma żadnych biznesplanów, które mogłyby ten stan odwrócić w przewidywalnej przyszłości. Taki stan rzeczy nazywa się: bankructwo.

    Dlatego odmawiam w ogóle dyskusji na temat reanimowania tego ekonomicznego trupa. Po prostu system solidaryzmu społecznego, w ramach którego obecne pokolenie składa się na emerytur poprzedniego, zdechł. Koniec kropka. Każdy, kto próbuje twierdzić, że jest inaczej, po prostu ściemnia.

    W związku z tym jedyny możliwy do przyjęcia system emerytalny to model liberalny: każdy zbiera (tj. inwestuje) na własną emeryturę. Każdy jest odpowiedzialny za siebie - to, co nazbiera, to jego. Biorąc pod uwagę ekonomiczny indyferentyzm większości Polaków (zasada "jakoś to będzie"), można ewentualnie przymusić wszystkich do inwestowania składki minimalnej (ok. 360 zł miesięcznie), żeby potem na emeryturze nie stawali się klientami opieki społecznej, ale to jedyne ustępstwo, które mogłoby mieć sens w stosunku do modelu czysto liberalnego.

    Co w takim razie z obecnymi emerytami, w tym moimi rodzicami itp.? Po pierwsze: wytłumaczyć im, że piją piwo, którego sobie sami nawarzyli. Uwierzyli politykom równie naiwnym ekonomicznie jak oni sami. Ich prawa nabyte przestały obowiązywać, ponieważ instytucja, która gwarantowała im te prawa, już dawno zbankrutowała. Nie podpisywali umowy ubezpieczeniowej ze mną, ja nie jestem drugą stroną tej umowy i nie widzę powodu, żebym miał płacić za zbankrutowaną instytucję. Po drugie - skoro druga strona umowy "społecznej" zbankrutowała, trzeba się zastanowić, co zrobić, żeby obecni emeryci nie umarli z głodu. Tu pozostawiam pole dla pomysłowości polityków - niech się wykażą swoją wielką troską społeczną. Być może należy utworzyć jakiś fundusz, wprowadzić powszechny podatek "ZUS-bankrucki". Jestem gotów płacić taki podatek, byle wreszcie ktoś policzył, ile naprawdę pieniędzy brakuje w zbankrutowanym systemie emerytalnym i ile w związku z tym trzeba zapłacić. Ale jest jeden warunek: podatek na tych emerytów będzie "solidarny", tzn. nie tak, że ja będę płacił 500 zł, a rolnik 2 zł, tylko każdy po równo, oraz że każdy emeryt będzie z tego podatku dostawał tyle samo, tj. emeryturę minimalną, wystarczającą na przeżycie, np. 1500 zł.

    Pomijając już inne aspekty, ten prosty system pozwoli w ciągu jednej nocy zlikwidować ZUS - nie będzie konieczności utrzymywania całej administracyjnej hydry. Już samo to sprawi, że rachunek ekonomiczny wyjdzie na plus.
    ALEX_DISEASE: Reforma emerytalna konieczna
  • 15.02.2012 03:31

    @Zet Over & Partizan

    Ależ waćpan bezczelny. Czy to rząd, czy opozycja ma rządzić i ponosić konsekwencje swoich decyzji? Dlaczego PiS ma podpowiadać rozwiązania PO, które ponoć 5 lat temu, idąc po władzę miało szuflady pełne ustaw?

    Na miejscu PiS-u siedziałbym cicho i czekał, aż rządowy bardak osiągnie apogeum.

    Ale proszę bardzo, konkretne wyliczenia proponowanego przeze mnie systemu emerytalnego:

    Założenia:
    - emerytury otrzymują ci, którzy przepracowali 40 lat, ale nie wcześniej niż w 65 roku życia
    - średnia przeżywalność na emeryturze to 10 lat (ten parametr można zmodyfikować, ale mniej więcej się zgadza, bo 79-65=14 dla kobiet, 72-65=7 dla mężczyzn)
    - środki wpłacane w ciągu 40 lat są _inwestowane_, a nie wrzucane na jakieś wirtualne konta. Dzięki temu inflacja nie gra roli, bo nawet gdyby środki były inwestowane wyłącznie w obligacje, zwrot powinien być wyższy niż inflacja
    - emerytura w tym obowiązkowym systemie jest wystarczająca na przeżycie i nic ponadto

    Wobec tego:
    10*12*1500 zł = 180.000 zł (suma środków do wypłacenia w okresie przewidywalnego czasu pobierania emerytury)
    40*12 = 480 okresów składkowych
    180.000 zł / 480 = 375 zł. Tyle powinna wynosić standardowa składka emerytalna

    Oczywiście można robić inne wyliczenia, z założoną jakąś stopą inflacji i zwrotu z inwestycji - tyle że to jest zawsze pisanie palcem po wodzie, bo takie modele (jak pokazuje życie) mają się nijak do rzeczywistości. Wystarczy przyjąć założenie, że realna wartość środków zainwestowanych w program emerytalny nie powinna spaść, ponieważ obligacje są oprocentowane ponad inflację.

    Jeśli ktoś życzyłby sobie mieć wyższą emeryturę, może dowolnie inwestować w polisy ubezpieczeniowe, indywidualne konta emerytalne itp, albo we własne dzieci. Ta podstawowa emerytura służy temu, żeby człowiek na starość nie stał się klientem opieki społecznej, a jeśli chce mieć lepiej, to jego wybór.

    System można zweryfikować, jeśli okaże się, że średnia przeżywalność na emeryturze wzrośnie.

    Pytanie, co zrobić z osobami, które już pobierają emerytury, albo są w trakcie płacenia składek. Znam odpowiedź na to pytanie, ale nie ujawnię jej, chyba że jakiś polityk zatrudni mnie jako eksperta. W końcu za coś parlamentarzyści pobierają swoje wynagrodzenie, to niech myślą.
    UFKA: Powódź
  • 14.02.2012 01:52

    @Julian Arden

    Jak już się cytuje łacinę, to przynajmniej należałoby poprawić błędy ortograficzne. A tak, pozując na wielkiego latynistę, wyszedłeś na debila. Si tacuisse, philosophum mansisse.
    CORYLLUS: Święty Stanisław albo o postrzeganiu historii
  • 09.02.2012 12:45

    Abonament czy podatek?

    Abonament (ang. subscription) to, zgodnie ze słownikiem języka polskiego "opłacone prawo do korzystania z jakichś usług; też: dowód uiszczenia takiej opłaty". Opłata radiowo-telewizyjna w Polsce nie jest abonamentem, ale podatkiem, ponieważ niezależnie, czy dana osoba chce oglądać telewizję publiczną (i czy w ogóle chce oglądać telewizję), musi wnosić opłatę za samo posiadanie odbiornika. Przymusowa opłata za posiadanie czegoś to podatek, a nie abonament. Skoro tzw. "abonament" jest podatkiem, to obecnie jest nielegalny, ponieważ jest ustalany niezgodnie z zasadami ustalania podatków (art 217 Konstytucji RP). Dlatego w ogóle nie powinno się go płacić - dopóki nasze państwo nie uporządkuje tej kwestii.

    Dla światłych Europejczyków - proszę sobie sprawdzić szczegółowe warunki funkcjonowania "abonamentów" w różnych krajach Unii. Wbrew propagandzie, którą uprawia KRRiT, nie są to abonamenty, ale licencje, podatki itp. Najlepszy, przystający do polskich realiów wzór, to brytyjski. W UK jest jasno powiedziane, że jest to "TV licence", którą opłaca się za faktyczne oglądanie telewizji na żywo. Niezależnie, jaką drogą otrzymujemy sygnał - czy jest to przez antenę, kabel, czy przez internet, należy opłacać TV licence wtedy, gdy oglądamy telewizję państwową na żywo. Jeśli natomiast mamy telewizor, który służy np. do odtwarzania DVD, monitoringu, lub oglądania wyłącznie telewizji Al Dżazira przez internetowy set-top-box, nie trzeba wnosić opłaty. Proste? Proste. Dlatego Brytyjczycy w znacznie większym procencie płacą TV licence, bo mają poczucie, że zasady są uczciwe. A Polacy nie płacą, bo mają słuszne poczucie, że są oszukiwani przez państwo - tak samo, jak w przypadku podatków drogowych, które wydawane są na inne cele niż drogi, czy składek ubezpieczeniowych, które zapewniają jedynie długie miesiące lub lata oczekiwania w kolejce do lekarza, "z łaski NFZ".
    KALKULATORPOLITYCZNY.PL: Polacy za zniesieniem abonamentu
  • 25.01.2012 02:37

    @Adampio

    Co do biwakowania w środku zimy na Babiej - skoro można rozbić obóz pod Everestem, to można i na Babiej, byle według zasady "mierz zamiary na siły" (a nie odwrotnej, spopularyzowanej przez romantyków). Pisząc o "takiej" pogodzie miałem na myśli nie tyle mróz, co niepewną pogodę. Stabilny mróz nie jest tak groźny (o ile się ma odpowiedni sprzęt), jak mgły, zamieć, niebezpieczeństwo zejścia lawiny, wiatr itp.

    Ja też chodzę w góry ponad trzy razy dłużej niż istnieje telefonia komórkowa, ale kto ze współczesnej młodzieży potrafi nadać latarką lub paszczą górski sygnał SOS? (6x na minutę itp.) :)
    SOWINIEC: 800 zł za wielką akcję GOPR
  • 25.01.2012 01:13

    Głupota powinna być karana naturalnymi konsekwencjami

    Nie trzeba radykalnych zmian w prawie. Wystarczyłoby, żeby przyjmując zgłoszenie GOPR jednocześnie wymagał od zgłaszającego ustnego oświadczenia, że zgadza się ponieść pełen koszt udzielonej pomocy (i żeby takie oświadczenie było prawnie uznawane za wiążące).

    W takiej sytuacji:
    a. idący w góry mający odrobinę rozumu, wykupywaliby stosowną polisę OC
    b. idący w góry pozbawieni rozumu byliby eliminowani metodą Darwina lub metodą ekonomiczną (tzn. albo zginą w tych górach, albo do końca życia komornik będzie im wisiał na pensji, więc pewnie drugi raz bez sensu nie polezą w góry)
    c. chodziliby również w góry ci, którzy mają na tyle wiedzy i doświadczenia, że ewentualny wypadek musiałby być naprawdę wynikiem splotu nieprzewidywalnych okoliczności (a nie bezmyślności) - przede wszystkim czynni członkowie stowarzyszeń turystyki górskiej. Takie przypadki można by traktować jako rzeczywiste przypadki losowe i byłaby to niejako "pomoc koleżeńska".

    BTW. Coś wiem na temat chodzenia po górach, byłem i na Babiej, i na Baraniej (nieraz), żona jest przewodnikiem górskim. Trzy lata temu w sierpniu wchodziłem na Rysy od słowackiej strony, to był akurat dzień, gdy przez Polskę przechodziła trąba powietrzna. Ja miałem na tyle rozumu, żeby zawrócić pół godziny przed szczytem (już nad schroniskiem, na siodle Wagi), a wracając widziałem, jak po tych "bardziej odważnych" latał śmigłowiec TANAPu (już po przejściu nawałnicy).

    Wschód słońca na Babiej to wspaniałe przeżycie, ale biwakowanie tam w środku zimy przy takiej pogodzie... szkoda słów.

    BTW 2. Jeśli ktoś był w górach, a nie doświadczył szukania drogi w mgle gęstej jak mleko, nagłej burzy, wiatru zwalającego z nóg i śniegu padającego poziomo, niech pochopnie nie zalicza się do grupy (c). Do ciekawszych wycieczkowych sytuacji należą: oświadczenie przez uczestnika wycieczki w trakcie ww. utrudnień pogodowych, że a) ma cukrzycę i właśnie robi mu się ciemno przed oczami lub b) ma protezę nogi lub c) ma kłopoty z krążeniem i nie może zrobić ani kroku, bo zaraz serce mu stanie (wszystko autentyki!).

    BTW3. Powyższa sytuacja jest analogiczna do wyjazdów pogotowia ratunkowego w sytuacjach zatrucia alkoholowego. Nie widzę powodu, żeby NFZ, który musi oszczędzać na paskach dla cukrzyków miał finansować wyjazdy pogotowia do pijaków.
    SOWINIEC: 800 zł za wielką akcję GOPR
  • 23.01.2012 15:36

    DRM?

    Twój pomysł na pobieranie opłat jest "zmyślny", ale nie uwzględnia tego, że użytkownicy mogą się też bezpośrednio wymieniać copyrightowanym materiałem. To raczej trudno byłoby zliczyć (a mówimy o pomyśle, że tantiemy miałyby zależeć od ilości pobrań). W takiej sytuacji trzeba by albo określić, czy "fair use" (dozwolony użytek) oznacza również prawo do pożyczania lub kopiowania treści osobom najbliższym i/lub znajomym, albo spróbować innego rozwiązania.
    Jako nabywca e-książek i plików muzycznych w różnych postaciach mam swoje przemyślenia w kwestii DRM-u. Przede wszystkim, DRM nie byłby złym rozwiązaniem, gdyby nie dwa problemy:

    - przywiązanie praw do elektronicznego medium zamiast do żywego użytkownika (chodzi o to, że pliki, które nabyłem kiedyś, mogę odtworzyć tylko na ograniczonej liczbie urządzeń - a w praktyce okazuje się, że po pewnym czasie, gdy zmienię urządzenie, zazwyczaj już nie mogę ich odtworzyć, bo nie istnieje oryginalny wydawca DRM, albo pojawia się inny problem techniczny)

    - brak jednego DRM dla wszystkich formatów (dzięki temu mam np. wma kupione przez Onet plejer, który niechlubnie zakończył działalność i nie mogę już tych plików odtworzyć po upgrade komputera, książki w formacie PDF chronione wtyczką "fileopen", książki w formacie Palm Ereader chronione nie wiem czym, epuby chronione jakimś Adobe'owym DRMem, jeden plik Microsoft Reader, którego nie mogę teraz niczym otworzyć oraz całkiem sporo Amazonowych AZW).

    Te dwa problemy można by rozwiązać już dawno, gdyby wydawcom faktycznie zależało na ochronie praw autorskich, i gdyby chcieli uczciwie traktować odbiorców. Jednak wydawcom zależy wyłącznie na kasie i zawsze będą szukać takich rozwiązań, które (w ich mniemaniu) dostarczą najwięcej przychodu. Cała gadka o ochronie praw autorskich służy tylko zakamuflowaniu ochrony własnego interesu, czyli tego jak wydusić najwięcej kasy z odbiorców.

    Rozwiązaniem technicznym mógłby być choćby jakiś "token" - czy to w postaci karty SD, czy innej, który wkładałoby się do urządzenia, które ma odtwarzać pliki. Na tym tokenie zapisany byłby jakiegoś rodzaju podpis elektroniczny osoby - a odpowiednik tego podpisu (hash, MD5 czy na zasadzie klucz publiczny-klucz prywatny) wpisany byłby w zakupiony plik. Urządzenia pamiętałyby ostatni użyty podpis, tak więc nie trzeba by za każdym razem wprowadzać go na nowo, a z drugiej strony - można by zabrać swoje pliki i odtworzyć na odtwarzaczu u znajomego (wkładając własny token). W razie zagubienia lub zniszczenia tokenu instytucja wystawiająca podpis elektroniczny powinna bez problemu odtworzyć go i wydać nowy token. Od strony technicznej wprowadzenie jednolitego i sensownego DRM-u i powiązanie go z fizycznym użytkownikiem (a nie z urządzeniem) nie byłoby więc wielkim problemem. Problemem jest natomiast mentalność koncernów, których jedyną zasadą jest chciwość i niszczenie konkurencji.

    A w kwestii Kindle'a - to nie do końca prawda, że książki z Amazona można czytać tylko na Kindle. Można je również czytać w programie Kindle na PC lub na Androidzie i nawet dość sprytnie działa synchronizacja - jeśli np. przerwę lekturę na Kindle'u i później zacznę czytać ją na PCcie, to program zapyta mnie, czy chcę wznowić od ostatniego miejsca "doczytanego" na Kindle'u.
    SZCZURBIUROWY: ACTA, ACTA i po ACTAch - czyli remedium!
  • 12.01.2012 13:12

    Egzystencjalny shift

    Bardzo słuszne spostrzeżenie: "Nie doświadczysz, jeśli tego nie zrobisz".

    Mówiąc obrazowo - ktoś, kto widzi armię tylko z zewnątrz, może być zafascynowany rozmaitymi rzeczami - pięknym mundurem, bronią, perspektywą kariery. Ale dopiero po zaciągnięciu się do wojska człowiek staje się żołnierzem i cała jego życiowa perspektywa się zmienia.

    Podobnie jest w przypadku chrześcijaństwa: można podziwiać rozmaite jego elementy - ale dopóki w życiu nie nastąpi decyzja "zaciągnięcia się" do chrześcijaństwa - tzn. uznania, że Jezus jest najwyższym przełożonym mojego życia (analogicznie do służby wojskowej), dopóty nie można zrozumieć istoty chrześcijaństwa.

    Normalnie kolejność powinna wyglądać tak, że dana osoba najpierw podejmuje decyzję o uznaniu Jezusa za "najwyższego przełożonego", a potem przyjmuje chrzest (coś jakby ubranie munduru wojskowego). Obecnie wygląda to raczej tak, że mamy całe mnóstwo "dzieci pułku", tzn. ludzi, którzy wychowują się przy wojsku, dostają nawet mundury, ale nigdy nie podjęli świadomie decyzji, że chcą być żołnierzami, tzn. przyjmują chrzest w dzieciństwie, dorastają przy Jezusie, ale często aż do śmierci pozostają wyłącznie "potencjalnymi" chrześcijanami. Dziecko pułku może jadać z wojskowej garkuchni, uczestniczyć w paradach, ale nikt nie da mu broni do ręki, ani go nie wyśle na poważną misję wojskową... Podobnie jest z tymi potencjalnymi chrześcijanami.
    POLDEK: Wszystko w swoim czasie.. - duchowość.
  • 10.01.2012 15:13

    Matematyka Biblii

    A propos potopu i domniemanej matematycznej ignorancji autorów biblijnych, przypomniało mi się, że kiedyś postanowiłem sprawdzić biblijne rachunki i zrobiłem sobie taki arkusz kalkulacyjny:

    http://www.macminer.opoka.org.pl/potop.TXT

    Rezultat zaskoczył mnie: wygląda na to, że te lata poszczególnych patriarchów nie były wpisane ot tak, z czystej fantazji, ale ktoś to jednak policzył z sensem!
    JEREMIASZ PALIWODA: Przed biblijnym potopem ludzie żyli po 1000 lat... Co na to ZUS?
  • 10.01.2012 15:02

    @Jeremiasz Paliwoda

    "jeżeli akurat chodzi o matematykę, to w starożytności prym wiedli Arabowie"

    To już mała przesada. W starożytności Arabowie byli koczownikami i jeśli coś liczyli, to najwyżej owce i egipskie, fenickie czy perskie monety.

    Natomiast we wczesnym średniowieczu, po powstaniu islamu, rozpoczęła się ekspansja militarna Arabów, poprzez którą zetknęli się z różnymi starożytnymi kulturami. Owocem tego był rozwój nauki, w tym matematyki - czego dowodem są takie nazwiska jak Avicenna (X w.) czy Averroes (XII w.). I z tego rzeczywiście korzystali później europejscy naukowcy, choć później okazało się, że arabskie interpretacje starożytnej wiedzy w wielu miejscach były skrzywione i dopiero upadek Konstantynopola (i związana z nim ucieczka bizantyjczyków na zachód, wraz z ich bibliotekami) przywrócił Europie starożytną wiedzę w całej okazałości.
    JEREMIASZ PALIWODA: Przed biblijnym potopem ludzie żyli po 1000 lat... Co na to ZUS?
  • 10.01.2012 14:51

    @unukalhai

    No to w takim razie przypomnij sobie, gdzie, kiedy i po co jeździł Pitagoras? Pod względem naukowym Europa była aż do późnego średniowiecza zadupiem świata, a nie jego centrum! Nawet wielcy militarnie Rzymianie mieli kompleks kulturowo-cywilizacyjny względem Greków, a ci z kolei swoją kulturę zawdzięczają w bardzo dużej mierze kontaktom ze starożytnymi cywilizacjami Bliskiego Wschodu (nie ujmując zasług samym Grekom, którzy z tych kontaktów zrobili bardzo dobry użytek).

    Najazd ludów barbarzyńskich w V - i kolejnych wiekach n.e. cofnął Europę pod względem cywilizacyjnym o kilkaset lat. Gdyby nie klasztory, w których przechowano starożytną wiedzę, musielibyśmy rozpoczynać naukę od zera.
    JEREMIASZ PALIWODA: Przed biblijnym potopem ludzie żyli po 1000 lat... Co na to ZUS?
  • 10.01.2012 14:39

    Lata krótsze?

    Czytałem rozmaite - i historyczne, i kulturoznawcze, i naukowe wyjaśnienia tego fenomenu. Z ciekawszych tez:

    a. Lata były faktycznie krótsze, ale nie aż tak bardzo. Prawdopodobnie z jakiegoś powodu (np. bliski przelot dużego obiektu kosmicznego Nibiru, który zadziałał jak hamulec grawitacyjny) Ziemia zwolniła na orbicie okołosłonecznej. Wcześniej rok miał 360 dni.

    b. Ludzkość w erze potopu doznała zmian genetycznych. Tu wyjaśnienia są od zupełnie prozaicznych do niemal fantastycznych (np. skrzyżowanie genów ludzkich z... genami kosmitów, z tajemniczą rasą anielską Nefilim - interpretacja Rdz 6,2-4)

    c. Królowie i bohaterowie zawsze w relacjach musieli mieć cechy nadludzkie, tak więc relacjonowana niezwykła długość życia jest zabiegiem literackim podobnym do obrazowania faraonów czy innych monarchów w sposób nieproporcjonalny do innych ludzi (zwykli ludzie na starożytnych wyobrażeniach wyglądają przy monarsze jak krasnale).

    d. Zmiany były nie tyle w genetyce, co w zmienionych warunkach zewnętrznych, np. większe promieniowanie kosmiczne, zmiana klimatu, choroby lub inny powód (tu - interpretacje Rdz 6,11), tak więc gatunek ludzki, który miał genetycznie wpisaną długowieczność, nie mógł już realizować w pełni swojego potencjału.

    e. Wraz z przejściem od trybu życia zbieracza-myśliwego do życia osiadłego wcześniej istniejące choroby zyskały idealne warunki do rozwoju. Chodzi zwłaszcza o choroby powodowane przez mikroorganizmy. Wcześniej ludzie żyli w małych skupiskach, często się przemieszczali, tak więc nie żyli w sąsiedztwie swoich własnych odchodów i wydzielin. Większe było prawdopodobieństwo, że system immunologiczny organizmu zwalczy skutecznie chorobę (a jak nie - to umrze) niż, że choroba rozniesie się i zarazki będą miały szansę zmutować. Trochę żartobliwie można powiedzieć, że 10000 lat temu było znacznie bardziej prawdopodobne, że człowiek zostanie zjedzony przez tygrysa lub innego drapieżnika niż przez małą bakterię, dziś jest wręcz przeciwnie :)

    Wszystkie te teorie są w zasadzie możliwe (czyli nie jest to kompletna fantastyka wbrew wiedzy przyrodniczej), ale czy prawdziwe - trudno powiedzieć. Np. istnieją na ziemi gatunki, które potrafią regenerować się niemal bez końca, bodajże jakieś istoty morskie typu Turritopsis dohrnii, ale czy człowiek w idealnych warunkach byłby jednym z takich gatunków - trudno to udowodnić.
    JEREMIASZ PALIWODA: Przed biblijnym potopem ludzie żyli po 1000 lat... Co na to ZUS?

123456789 następna

Wszystkie notki Dodaj bloga do ulubionych
Moje komentarze Blog przez RSS
Komentarze przez RSS

Ostatnie notki

  • WOŚP - czadowa farba na ruinach

    Jestem jednym z tych dinozaurów, które pamiętają pierwszą akcję WOŚP. Byłem wtedy studentem, a moi...

    05.01.2012 15:32 2
  • Pieniądze czy praca (ZUS czy OFE?)

    Zwykle nie jestem "pierwszy do mówienia". Kiedy zdarza mi się słyszeć rozmaite elokwentne osoby i...

    02.02.2011 13:59 6
  • Ile się nawzajem kosztujemy?

    Od lat śledzę z uwagą rozmaite dyskusje, ocierające się o tematykę finansów państwa. Wydaje się, że...

    25.10.2010 20:28 0

Moje ostatnie komentarze

  • @2mek99

    Autostrady powstają, mniej więcej tak jak przez ostatnie kilkanaście lat całe osiedla i...

    26.05.2012 02:10

  • Uabstrakcyjnianie okrucieństwa!

    Ludobójstwo, masowe prześladowanie itp. dokonywane gdziekolwiek nie bierze się znikąd. Muszą...

    18.04.2012 14:18

  • @nieklasyczny

    "Podstawą nauki języka i późniejszego jego stosowania jest wykucie i późniejsze...

    20.03.2012 19:11

  • @nieklasyczny

    Nie wyobrażam sobie uczenia języka, w którym łacina leży u podstaw 60% słownictwa, bez...

    20.03.2012 13:58

  • @majcin

    Jedno zdanie, a 11 błędów: "Jesli", "sporzeć", "ogrnaiczneie nauczanie", "osoób",...

    20.03.2012 13:46

Aktywne dyskusje

Archiwum postów

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zamknij

logowanie


Użyj konta Facebook do komentowania w Salon24.pl:

Zaloguj się z kontem facebook